PO DRUGIEJ STRONIE PRAWA


GRZEGORZ WOJCIECHOWSKI

Jest rzeczą nikczemną świadomie oskarżać niewinnych ludzi, a rzeczą łajdacką jest się tym chełpić – myśl tę dedykuję prokuratorowi Robertowi Łęckiemu.
        
         Przed wielu laty byłem właścicielem Biura Usług Turystycznych ULISSES. W roku 1997 jedna z moich grup nie wyjechała na wczasy do Turcji, a ja zostałem okrzyknięty oszustem i złodziejem, a następnie wtrącony do aresztu. Za kratami spędziłem blisko rok. Trzymano mnie tak długo w celi bez dowodów winy, wiedząc, że jestem poważnie chory i mogę umrzeć, za współosadzonych wybierano mi osoby mające problemy psychiczne /w przypadku mojej śmierci taki świadek jest niewiaygodny/. Chciano mnie złamać , abym ratując życie przyznał się do czegoś, czego nie zrobiłem – nie udało się. Po jedenastu latach od tego zdarzenia wyrokiem Sądu Rejonowego Wrocław - Śródmieście zostałem uniewinniony, wyrok jest prawomocny.
        29 czerwca 1999 roku w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł autorstwa Pani Katarzyny Lubinieckiej „Ulisses przed sądem”, był on zapowiedzią rozpoczynającego się procesu, który trwać miał do roku 2008, kończąc się klęską oskarżyciela. W artykule tym Pani Lubiniecka, opierając się na informacjach uyskanych od twórcy aktu oskarżenia prokuratora Roberta Łęckiego, posunęła się do stwierdzeń, których żaden szanujący się dziennikarz zapewne by nie użył.    Posługujac się kłamstwami, zasłyszanymi od Łęckiego, stosując tryb dokonany / którego stosować przed prawomocnym wyrokiem sądu nie miała prawa/, przedstawiła mnie jako oszusta. Nieuczciwość dziennikarska Pani Lubinieckiej objawiła się między innymi i tym , że ograniczyła się do wysłuchania jedynie stanowiska Prokuratury, ze mną nawet nie próbowała nawiązać kontaktu, aby dowiedzieć się co ja mam na swoją obronę, w ten sposób dyskwalifikując się zawodowo i moralnie. Chowając się pod togą prokuratora Łęckiego, przy jego współudziale, dokonała na mnie samosądu. Artykuł ten wywarł bardzo negatywny wpływ na moje życie i życie mojej rodziny.
     A jak wyglądała prawda?
     Całą prawdę zapewne ustali dopiero Trybunał w Strasburgu, bowiem tam będzie miała ona swój epilog. Zostanie postawiony zarzut nie tylko bezzasadnego aresztowania, zniszczenia dochodowego przedsiębiorstwa i świadomego narażania na utratę zdrowia i życia, ale również bezprawnego prowadzenia postępowania sądowego.
     Stawiając mi zarzut oszustwa, oparto go na pomówieniu mnie przez kontrahenta tureckiego, iż zalegałem wobec niego z płatnościami i dlatego odmówił wykonania usługi. Policjant stawiający mi zarzut uwierzył „na słowo” właścicielom firmy tureckiej jaki jest stan naszych wzajemnych rozliczeń. Jest rzeczą nieprawdopodobną, ale nie kazano przedstawić Turkom dokumentów finansowych takich jak rachunki, potwierdzenia przelewów bankowych. Bez dokumentacji finansowej postawiono zarzut i wtrącono mnie do aresztu. Również prok Łęcki nie potrzebował dokumentów, dla niego dowodem było to co mówili właściciele Rinaldo Tour, a nie dokumenty, wytworzone przez nich. Dopiero w czasie trwania przewodu sądowego do akt została dołączona reszta dokumentacji finansowej. JAK WIĘC SPORZĄDZONO AKT OSKARŻENIA? Skoro nie potrzebowano dokumentów albo popełniono przestępstwo / odmówiono wszczęcia postępowania w tej sprawie ,więc uznano ,że nie jest to przestępstwo/, albo saldo rozliczeń im się po prostu objawiło /, a jak może być inaczej? Nie ma innej możliwości. Na gruncie polskiego prawa karnego nie ma instytucji „dowodu z objawienia,” aby sąd mógł toczyć postępowanie w oparciu o tak sporządzony akt oskarżenia należało zmienić prawo i wprowadzić do k.p.k instytucję”dowodu z objawienia prokuratora”, tego nie uczyniono. Oczywiście że okazało się, iż moja firma nie zalegała z płatnościami i rzetelnie wywiązywała się ze swoich obowiązków, i tak ustalili powołani w czasie procesu biegli., a winę za całe zdarzenie ponosili właściciele tureckiego kontrahenta, ale to na mnie urządzono swoiste polowanie sądowe , zastanawjając się za co i w jaki sposób można mnie skazać. Trwało to dziewięć lat, chociaż akt oskarżenia powinien zostać natychmiast zwrócony prokuraturze, bowiem sąd nie miał prawa przyjąć do rozpatrzenia sprawy opartej na takim „dowodzie”, lub zakończyć ją na pierweszej rozprawie. Rozpraw jednak odbyło się kilkadziesiąt. Przewodnicząca składu orzekającego miała prawny obowiązek złożyć doniesienie o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa przez osoby prowadzące postepowanie przygotowawcze.
     Jeżeli prokurator stawia w akcie oskarżennia 129 zarzutów i nie jest w stanie udowodnić żadnego, to albo jest prokuratorskim analfabetą, albo popełnił przestępstwo. Prokuratorów, którzy zajmowli się tą sprawą, awansowano i przeniesiono do Prokuratury Okręgowej. No cóż, widocznie potrzeba fachowców.
     Dzisiaj jestem już wrakiem człowieka, nie jestem w stanie normalnie żyć i pracować, straciłem zdrowie, rodzinę, legło w gruzach całe moje życie. Nie można normalnie funkcjonować w społeczeństwie będąc oskarżonym o tak ciężkie przestępstwo, gdy trwa to jedenaście lat prowadzi to praktycznie do śmierci cywilnej. Kiedyś i ja miałem jakieś plany i marzenia dla, których żyłem i ciężko pracowałem. Dziś nie potrafię się już nawet cieszyć z tego, że ten koszmar się skończył. Już nigdy nie będę takim człowiekiem jak kiedyś. Doprowadzono mnie do sytuacji, że nie miałem już siły żyć, bardzo chciałem umrzeć, ale odejść nie mogłem, bo ciążyło by na mnie już na zawsze piętno oszusta. Nigdy nie wiedziałem o tym, że można tak uniewinnić człowieka, że aż go całkiem zniszczyć.
    Jedenaście lat swojego życia złożyłem na ołtarzu kalekiej , chorej Sprawiedliwości. Teraz byłem ja, kto będzie następny? Myślę że może być każdy.
    „Więc nie pytaj komu bije dzwon - bije on Tobie.”

                                                                                     Grzegorz Wojciechowski