Tegoż roku, król czeski, Wacław IV /1/, zjechawszy czwartego dnia po świętym Janie Chrzcicielu/2/ do Wrocławia, zaczął wymagać od duchowieństwa, aby dla uczczenia jego przybycia, wznowiło służbę bożą. Ponieważ zaś duchowieństwo, bojąc się popełnić zbrodnię profanacji/3/, uczynić tego nie chciało, król podrażniony, wyszedł następnej nocy z Wrocławia, spustoszył wsie, należące do kapituły, biskupa i różnych zakonów i następnego rana przygnał do miasta nieprzebrane mnóstwo zdobyczy. Tyle jej przygnano do Wrocławia, że tuzin owiec sprzedawano za trzy półgroszki/4/, wołu albo krowę za wiardunek. Chętnych jednak nabywców Czesi znaleźć nie mogli, więc popędzili zrabowane stada do Czech. Opata od św. Maryi na Piasku, za to, że się nie zgodził na profanację, kazał król w sam dzień św. apostołów Piotra i Pawła/5/ z rana schwytać i trzymać w ratuszu wrocławskim przez osiem dni z górą w niewoli. Brat Marek, opat od św. Wincentego, chcąc uśmierzyć szał gniewu królewskiego, obiecał odprawić nabożeństwo, nawet w infule, lecz tejże nocy, porzuciwszy wszystko, uszedł potajemnie z kilku braćmi swojego klasztoru i ukrył się gdzieś w Polsce. Również prałaci i kanonicy wrocławscy, tegoż dnia śś. apostołów Piotra i Pawła, porzuciwszy w domach swoich wszystkie zapasy i wszystkie rzeczy, śpiesznie pouciekali, jedni na koniach, drudzy pieszo. Król, widząc ich przerażenie, ale zarazem i stanowczość, polecił Czechom zająć klasztory oraz dwory biskupa i kapituły wrocławskiej. I oto Czesi rozbiegli się po klasztorach: jedni wpadli do św. Maryi, drudzy do św. Wincentego, inni znów do dworów kanoników i biskupa, i zaczęli wszystko co mogli rabować, a wyłamawszy zamki, powywozili z miejsc ukrytych wielkie skarby w klejnotach, pieniądzach, złocie, srebrze i drogich naczyniach, a to w przytomności samego króla, który część tych skarbów zabrał sobie. Nie zadowalając się tym, kazał jeszcze król zmusić do posłuszeństwa wszystkie wsie, należące do kapituły i klasztorów, te zaś, które odmówiły posłuszeństwa jego starostom, złupił z całego ich mienia. Długo tak przebywali Czesi we dworach biskupa i kapituły, w klasztorach oraz we włościach okolicznych, spożywając wszystkie zapasy i tyranizując ubogą ludność kościelną. Sam król kazał przygotować dla siebie w klasztorach św. Maryi i św. Wincentego uczty z zapasów zbiegłych mnichów. I nie dziw: nie wygasła jeszcze pamięć tego, jak dziad jego Jan z Luksemburga, król czeski, dał dowód wprawdzie nie tak srogiej, jednak także okrutnej tyranii względem kościoła wrocławskiego. Gdy bowiem zajął zamek Milicz, należący do kapituły wrocławskiej, i wzbraniał się go zwrócić, za co wielebny ojciec Nanker, natenczas biskup wrocławski, w szatach pontyfikalnych, w asystencji swoich prałatów i kanonik??w, króla w oczy wyklął i interdykt kościelny po całej diecezji wrocławskiej kazał ogłosić, rzeczony król zmusił duchowieństwo, które nie chciało poprzeć jego apelacji, do ustąpienia z miasta Wrocławia, jak to już wyżej, obszerniej, razem z innymi czynami króla Jana, opisaliśmy6.
Powodem do powyższego prześladowania była okoliczność, że niektórzy wikariusze większego kościoła oraz kościoła św. Krzyża zwykli byli trzymać w swych domach na sprzedaż piwo świdnickie, co się bardzo rajcom wrocławskim i całemu miastu nie podobało, że zaś temu przeszkodzić nie mogli, wydali więc edykt, którym pod ciężką karą zabronili każdemu z przywozić piwo dla duchowieństwa. Tymczasem zdarzyło się, że na święto Bożego Narodzenia, Rupert, książę legnicki6, posłał kilka naczyń piwa do Wrocławia księciu Henrykowi, synowi Wacława, księcia legnickiego, dziekanowi wrocławskiemu, bratu swojemu. Posłaniec z piwem stanął przed rajcami i zażądał w imieniu księcia, aby mu dali do jego pana wolny dojazd z tym piwem. Rajcy jednak na to się zgodzić nie chcieli - przeciwnie, zatrzymali woźnicę i piwo sobie wzięli. Za to kapituła wrocławska ze swoim administratorem, księciem Wacławem legnickim, biskupem lubuskim, rzuciła interdykt na kościół i na miasto Wrocław, a sama niebawem przeniosła się do Nysy. Dla załatwienia tych właśnie nieporozumień przybył król Wacław do Wrocławia i zażądał, aby kapituła wrocławska na znak radości z jego przyjazdu, odprawi??a nabożeństwo, przyrzekając jej najzupełniejsze zadośćuczynienie, o ile znajdzie, że mieszczanie są winni i obrazili swobody kościelne. Ale ponieważ duchowieństwo odpowiedziało, że nie może tego uczynić, zanim nie otrzyma zadośćuczynienia, zapalony gniewem król nie zawahał się dopuścić powyższych czynów napastniczych.
1. Wacław IV Luksemburski, syn cesarza Karola IV, elektor brandenburski (1373-1378), król rzymski (1376-1400), król czeski (od 1378), zmarł w 1419 r.2. 28 czerwca 1381.3. Bowiem miasto było obłożone interdyktem.4.�??ducentae oves". Jest to prawdopodobnie zlatynizowane dutzend niemieckie, bo trudno przypuścić, aby dwieście owiec sprzedawano za półtora grosza (przypis J. ??erbi????y).5. 29 czerwca 1381.6.Rupert I ks. Legnicki